Z pamiętnika żony alkoholika...
Dodatkowy tekst
W liczbach:
odwiedzin
 
5432
komentarzy
 
986
wpisów w Księdze
 
19
17 kwiecień 2012
 Przepraszam Kochani za tę długą ciszę. Od jakiegoś czasu tylko wymiotuję, jem i śpię. Nie mam ani siły ani chęci na nic... I tyle na dziś. :(
06 kwiecień 2012
 Dziękuję Wam za wsparcie, ma ono dla mnie ogromne znaczenie. W tej chwili jestem ogarnięta bieganiną remontowo – bankowo – przedświąteczną, dlatego proszę mi wybaczyć tygodniową nieobecność.

Od ostatniej notki zmieniło się tyle, że Maruda wrócił, przepraszał i… „zapomnieliśmy o sprawie”. Ale jest w tym też coś dziwnego, bo od tego ‘zapomnienia’ jest jakby… lepiej. Dużo lepiej niż zwykle po tego typu akcjach. Nie wiem czy ma to jakieś znaczenie i może zwiastować zmianę na lepsze, ale posiadłam jakiś wewnętrzny spokój. Nie wmawiam sobie, że teraz będzie wszystko w najlepszym porządku, ale jakoś o te jutro jestem spokojniejsza. Nie wiem dla czego.

Być może to zbliżający się czas Wielkiej Nocy dał mi to? We środę udało mi się zaciągnąć Marudę do spowiedzi – naszej pierwszej od czasu ślubu. Oczywiście kolejki były straszne, więc pojechaliśmy we czwartek rano. Potem wieczorna Msza Święta, Eucharystia… Czuję się świetnie. Brakowało mi tego. Przez tyle czasu gnieździłam w sobie wszystko, żyłam w samotności ze swoim problemem, dopóki nie zaczęłam tu pisać, a zapomniałam o Tym, który zawsze mnie wspiera, dzięki któremu jeszcze się trzymam.

Jak miałam 16-17 lat uwielbiałam chodzić do Kościoła. Często nawet na Mszy grałam na gitarze i śpiewałam. Często bywało, że całymi tygodniami dzień w dzień uczestniczyłam we Mszy – a to rano, przed lekcjami wstałam wcześniej, a to wieczorem… Nie chodziłam dlatego, że postawiłam sobie taki cel, tylko dlatego, że chciałam – wolałam iść do Kościoła niż np. siedzieć przed komputerem. Zawsze bawiły mnie miny księży, którzy mnie nie znali, a często patrzeli na mnie ze zdziwieniem „co ona tutaj robi?”. No tak, nie dość, że ludzi w ciągu tygodnia na Mszy garstka, to średnia wieku wynosiła tyle, co przyszły platformowy wiek emerytalny. Skutecznie obniżałam tę średnią. :) Ktoś może pomyśleć, że jak odludek nie ma znajomych, to co ma z czasem robić? Nic podobnego! Właśnie wtedy, jak nigdy wcześniej (i później), ‘czynnie’ utrzymywałam naprawdę sporo kontaktów.

Co się zmieniło, że przestałam odwiedzać mury kościoła? Odszedł mój przyjaciel, a ja nie mogąc się z tym pogodzić zaczęłam odcinać się od wszystkiego i wszystkich. Staczałam się… Zaczęłam pić, palić, na niczym mi już nie zależało, ledwo zdawałam do następnych klas… Aby jakoś się trzymać zaczęłam łykać tabletki przepisane przez psychiatrę, który już na drugim spotkaniu orzekł podejrzenie schizofrenii… To już było dla mnie za ciężkie. Któregoś razu połknęłam wszystkie te tabletki, popiłam i położyłam się do łóżka. Niedługo potem czułam nasilający się ból w skroniach, przyspieszone bicie serca i ogólne słabnięcie. Łzy same ciekły mi z oczu. Kłamie ten, który twierdzi, że to bezbolesna śmierć. Pamiętam, że zaczęłam się modlić… o życie. Nie dlatego, że bolało, ale ze strachu, że ktoś za mną może cierpieć tak jak ja za swoim Przyjacielem.

Karetkę wezwała mama. Następnego dnia, gdy doszłam do siebie, odwiedził mnie ksiądz z tamtejszej parafii. Nigdy nie zapomnę jego twarzy i słów. Choć powiedział niewiele to są to najważniejsze słowa w moim życiu, które mnie odmieniły, które pozwoliły mi żyć na nowo, dały siłę… Pewnie spodziewacie się jakiś życiowych mądrości, nie. Powiedział: „Bóg rozumie”.

Dlaczego akurat dzisiaj do tego wracam? Dlatego, że wczoraj w konfesjonale ksiądz powiedział mi – może nie to samo, ale tak samo to we mnie uderzyło – że, Bóg nie czeka aż wypowiem swoje grzechy by mi wybaczyć, ale cieszy się już od chwili, kiedy postanawiam do niego wrócić.

Wtedy w szpitalu Bóg wyprowadził mnie na prostą, moje życie naprawdę się odmieniło. Psycholog w szpitalu po rozmowie ze mną oznajmił mi, że nie muszę łykać ani tabletek, ani przejmować się chorobą, bo jej nie ma. A ten psychiatra nie miał prawa ani podstaw mi takiego podejrzenia wysnuć po dwóch wizytach.

Dziś też jestem pewna, że Bóg pomoże mi i wyprowadzi na prostą nie tylko mnie, ale też mojego Marudę. Zaczynam wierzyć w CUD, o którym tak długo marzę

Życzę Wam wszystkim spokojnych Świąt, abyście przeżyli je tak… jak trzeba.  :)



Księga Gości
 
Było - minęło
Rok 2012
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Zobacz serwisy INTERIA.PL